Przez ponad dekadę temat ustawy frankowej powracał w debacie publicznej jako jedyny sposób na systemowe rozwiązanie kryzysu kredytów walutowych.

Jednak w 2025 roku sytuacja prawna jest już na tyle klarowna, że potrzeba wprowadzania specjalnych przepisów budzi poważne wątpliwości merytoryczne. Rolę ustawodawcy de facto przejęło orzecznictwo Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej oraz ukształtowana na jego podstawie, jednolita linia polskich sądów powszechnych.

Obecnie standardem procesowym jest unieważnienie umów kredytowych w oparciu o teorię dwóch kondykcji, co pozwala konsumentom na odzyskanie wszystkich wpłaconych środków przy jednoczesnym wygaśnięciu długu. 

Wprowadzenie ustawy na obecnym etapie mogłoby paradoksalnie pogorszyć sytuację kredytobiorców, narzucając im odgórne warunki ugód, które zazwyczaj są mniej korzystne niż prawomocne wyroki sądowe. 

Z punktu widzenia efektywności prawnej, procesy sądowe stały się przewidywalną i bezpieczną ścieżką, czyniąc polityczne obietnice systemowych rozwiązań spóźnionymi i często zbędnymi.

Czekanie na interwencję rządu wydaje się więc mniej racjonalne niż korzystanie z już wypracowanych i skutecznych narzędzi procesowych, które realnie uwalniają od toksycznych zobowiązań.

Orzecznictwo TSUE jako „żywa ustawa” dla kredytobiorców

Fundamentem obecnej sytuacji prawnej kredytobiorców nie są przepisy krajowe, lecz orzecznictwo Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE), które w procesie wykładni dyrektywy 93/13/EWG stworzyło kompletny system ochrony konsumenta. To właśnie wyroki Trybunału wyznaczyły kierunek, w którym podążały polskie sądy, czyniąc ewentualną ustawę frankową rozwiązaniem wtórnym, a często wręcz spóźnionym.

Najważniejsze rozstrzygnięcia, które ukształtowały obecny standard procesowy, to:

Wyrok w sprawie C-260/18 (Dziubak)

Przełomowe orzeczenie, które wykluczyło możliwość uzupełniania luk w umowie po usunięciu z niej nieuczciwych warunków kursowych średnim kursem NBP lub innymi przepisami ogólnymi. To ten wyrok otworzył drogę do masowego unieważniania umów (tzw. „odfrankowienia” lub całkowitego upadku umowy).

Wyrok w sprawie C-520/21

Trybunał jednoznacznie uznał, że bankom nie przysługuje prawo do wynagrodzenia za korzystanie z kapitału w przypadku unieważnienia umowy z powodu zawartych w niej klauzul abuzywnych. Rozstrzygnięcie to wyeliminowało główny straszak procesowy stosowany przez sektor bankowy wobec konsumentów.

Wyroki dotyczące przedawnienia i odsetek (m.in. C-140/22 oraz C-28/22) 

TSUE wzmocnił pozycję finansową kredytobiorców, wskazując, że termin przedawnienia roszczeń banku nie może biec, dopóki konsument nie dowiedział się o nieuczciwym charakterze umowy. Co więcej, potwierdzono prawo do odsetek ustawowych za opóźnienie za cały czas trwania sporu, co znacznie podnosi ostateczną korzyść ekonomiczną z wygranego procesu.

Dzięki tym orzeczeniom polskie sądy dysponują dziś gotowymi instrukcjami, jak traktować wadliwe umowy kredytowe. Każda próba uregulowania tej kwestii ustawą musiałaby być w pełni zgodna z powyższymi wytycznymi TSUE. W praktyce oznacza to, że ustawa nie mogłaby zaproponować rozwiązań mniej korzystnych dla konsumenta niż te wynikające z wyroków Trybunału, co stawia pod znakiem zapytania sens legislacji, która jedynie powielałaby ugruntowaną już linię orzeczniczą. Dla kredytobiorcy kluczowe jest to, że ochrona płynąca z TSUE jest stabilna i niezależna od bieżącej sytuacji politycznej w kraju.

Skutki potencjalnej ustawy – pomoc czy ograniczenie korzyści?

Wprowadzenie ustawy frankowej w momencie, gdy orzecznictwo sądowe osiągnęło najwyższy stopień pro-konsumenckiej ochrony, niesie ze sobą szereg ryzyk, które mogą paradoksalnie pogorszyć sytuację kredytobiorców. Głównym zagrożeniem jest próba narzucenia „kompromisu”, który z definicji byłby mniej korzystny niż całkowite unieważnienie umowy uzyskiwane na drodze sądowej.

Ryzyko „ustawowego sufitu” korzyści

Obecnie standardem w sądach jest unieważnienie umowy w oparciu o teorię dwóch kondykcji, co skutkuje darmowym kredytem (zwrot kapitału bez odsetek i marż). Dowolna inicjatywa ustawodawcza, aby zyskać akceptację polityczną i gospodarczą, musiałaby prawdopodobnie uwzględniać interesy sektora bankowego. Mogłoby to przybrać formę obowiązkowych ugód polegających na przewalutowaniu kredytu na złotówki z mocą wsteczną (np. według kursu z dnia wypłaty), ale z zastosowaniem wskaźnika WIBOR. W obliczu wysokich stóp procentowych w Polsce, takie rozwiązanie mogłoby okazać się finansową pułapką, generując raty wyższe niż te wynikające z prawomocnego unieważnienia umowy.

Zamrożenie trwających postępowań

Pojawienie się nowej ustawy niemal na pewno wywołałoby tzw. efekt mrożący w sądach powszechnych. Sędziowie, czekając na doprecyzowanie nowych przepisów lub ich weryfikację przez Trybunał Konstytucyjny i Sąd Najwyższy, mogliby masowo zawieszać trwające procesy. Dla tysięcy osób oznaczałoby to kolejne lata niepewności i konieczność dalszego spłacania toksycznych rat, mimo że obecnie orzecznictwo pozwala na uzyskanie wyroku w relatywnie przewidywalnym czasie.

Niepewność konstytucyjna i legislacyjna

Każda ustawa ingerująca w zawarte już umowy cywilnoprawne narażona jest na zarzut naruszenia zasady niedziałania prawa wstecz oraz ochrony praw nabytych. Proces legislacyjny stałby się polem walki lobby bankowego z organizacjami konsumenckimi, co mogłoby doprowadzić do powstania przepisów pełnych luk i niejasności. W przeciwieństwie do ustawy, obecna linia orzecznicza TSUE jest stabilna, odporna na naciski polityczne i oparta na nadrzędnym prawie unijnym, co daje kredytobiorcom znacznie wyższe poczucie bezpieczeństwa prawnego.

W tym świetle indywidualna ścieżka sądowa jawi się nie jako konieczność wynikająca z braku ustawy, ale jako przywilej pozwalający na uzyskanie maksymalnej możliwej ochrony, której żadna ustawa – ze względu na swój uśredniony charakter – nie będzie w stanie zapewnić.

Analiza ekonomiczna: unieważnienie umowy vs model ustawowy

Analiza ekonomiczna obu ścieżek prowadzi do jednoznacznych wniosków: indywidualny proces sądowy oferuje korzyści finansowe, których żadna ustawa – ze względu na konieczność zachowania stabilności sektora bankowego – nie mogłaby zagwarantować. Różnica w zyskach wynika z odmiennych mechanizmów rozliczenia kredytu.

Zestawienie korzyści finansowych

Poniższa tabela obrazuje różnice między unieważnieniem umowy w sądzie (teoria dwóch kondykcji) a najbardziej prawdopodobnym modelem ustawowym (opartym na propozycji KNF).

Cecha rozliczeniaUnieważnienie umowy (Sąd)Model ustawowy (Ugoda KNF)
Kapitał do spłatyTylko kwota realnie otrzymanaKwota przeliczona na PLN + marża
Oprocentowanie0% (brak odsetek)WIBOR + marża banku
Kurs wymianyNieistotny (rozliczenie w PLN)Kurs historyczny z dnia wypłaty
Zwrot wpłaconych ratBank zwraca nadpłatę ponad kapitałBrak zwrotu (tylko redukcja długu)
Odsetki ustawoweNależne za czas trwania procesu (ok. 11% rocznie)Brak

Dlaczego ustawa byłaby mniej korzystna?

W przypadku prawomocnego unieważnienia umowy kredytobiorca zwraca bankowi jedynie czysty kapitał (kwotę, którą przelano mu na konto w dniu uruchomienia kredytu). Wszystkie wpłacone przez lata odsetki, prowizje i marże kursowe podlegają zwrotowi na rzecz klienta. W efekcie kredyt staje się darmowy, a dodatkowym zyskiem są odsetki ustawowe za opóźnienie, które przy obecnych stopach procentowych stanowią potężny bonus finansowy, często sięgający kilkudziesięciu tysięcy złotych.

Rozwiązanie ustawowe niemal na pewno zakładałoby transformację kredytu w „taki, jakby od początku był złotowy”. Oznacza to, że kredytobiorca musiałby zapłacić bankowi odsetki oparte na wskaźniku WIBOR za cały okres trwania umowy. Biorąc pod uwagę, że WIBOR w ostatnich latach był znacznie wyższy niż LIBOR/SARON, korzyść ekonomiczna dla konsumenta byłaby drastycznie niższa. W wielu przypadkach po przejściu na model „ustawowy”, saldo zadłużenia spadłoby jedynie o 20-30%, podczas gdy unieważnienie w sądzie redukuje je do zera i często generuje nadpłatę do zwrotu dla klienta.

Z perspektywy finansowej, czekanie na ustawę jest zatem strategią ryzykowną. Ustawa musiałaby być „zgniłym kompromisem”, aby nie doprowadzić do upadłości kilku czołowych banków, podczas gdy sądy, orzekając w indywidualnych sprawach, kierują się wyłącznie literą prawa i ochroną konsumenta, nie biorąc pod uwagę kondycji finansowej pozwanego banku.

Dlaczego systemowe rozwiązanie budzi opór konstytucyjny i rynkowy?

Wprowadzenie ustawy ingerującej w miliony zawartych już umów cywilnoprawnych wywołuje szereg wątpliwości natury konstytucyjnej. Najpoważniejszym wyzwaniem jest zasada nierozwiązalności umów oraz ochrona praw nabytych. Każda próba odgórnego przewalutowania kredytów mogłaby zostać uznana za naruszenie konstytucyjnej zasady zaufania obywatela do państwa i stanowionego przez nie prawa. Ponadto, pojawia się problem równości wobec prawa – ustawowe uprzywilejowanie grupy „frankowiczów” mogłoby zostać zaskarżone przez osoby spłacające kredyty złotowe jako dyskryminujące. Ingerencja ustawodawcy w treść prywatnych kontraktów z mocą wsteczną (tzw. retroaktywność) jest w polskim porządku prawnym dopuszczalna jedynie w sytuacjach nadzwyczajnych, co rodzi ryzyko podważenia takiej ustawy przed Trybunałem Konstytucyjnym.

Z perspektywy rynkowej, kluczowym argumentem przeciwko ustawie jest stabilność sektora bankowego. Gwałtowne, ustawowe obciążenie banków kosztami rozliczenia wszystkich kredytów naraz mogłoby doprowadzić do drastycznego spadku ich współczynników kapitałowych. Skutkowałoby to nie tylko obniżeniem ratingów Polski na rynkach międzynarodowych, ale przede wszystkim znacznym ograniczeniem akcji kredytowej dla przedsiębiorstw i osób fizycznych, co uderzyłoby w całą gospodarkę.

Dodatkowym czynnikiem jest ryzyko odszkodowawcze wobec Skarbu Państwa. Zagraniczni akcjonariusze banków mogliby pozywać Polskę przed międzynarodowe trybunały arbitrażowe, powołując się na dwustronne umowy o ochronie inwestycji (BITs). W takim scenariuszu koszty nieprzemyślanej ustawy mogliby ostatecznie ponieść wszyscy podatnicy. Właśnie te ryzyka sprawiają, że politycy od lat unikają odpowiedzialności ustawodawczej, pozostawiając rozstrzyganie sporów sądom, które orzekają w oparciu o konkretne umowy i indywidualne sytuacje konsumentów, co jest bezpieczniejsze z punktu widzenia budżetu państwa i stabilności systemu.

Programy ugód bankowych jako próba uniknięcia procesów

Obecna aktywność banków w obszarze oferowania ugód nie wynika z nagłej zmiany polityki pro-klienckiej, lecz jest chłodną kalkulacją procesową. W obliczu statystyk, według których kredytobiorcy wygrywają obecnie ok. 97–99% spraw sądowych, sektor bankowy dąży do masowego zawierania porozumień, aby uniknąć najbardziej dotkliwych skutków finansowych – czyli całkowitego unieważnienia umów.

Dlaczego banki forsują ugody?

Głównym motywem jest minimalizacja strat.

Unieważnienie umowy kredytu frankowego na drodze sądowej oznacza dla banku konieczność zwrotu wszystkich pobranych odsetek, prowizji i marż, co de facto sprowadza się do udzielenia darmowego kredytu. Ugoda natomiast pozwala bankowi zachować znaczną część zysku wygenerowanego przez lata, oferując klientowi jedynie częściową redukcję salda zadłużenia.

Kluczowe ryzyka i mechanizmy programów ugodowych obejmują:

  • Pułapka wskaźnika WIBOR. Większość propozycji ugodowych (opartych na modelu KNF) polega na przekształceniu kredytu frankowego w kredyt złotowy oprocentowany stawką WIBOR plus marża. W warunkach wysokich stóp procentowych w Polsce, zmiana ta często prowadzi do sytuacji, w której nowa rata kapitałowo-odsetkowa jest wyższa lub zbliżona do tej „frankowej”, a jedyną korzyścią jest usunięcie ryzyka walutowego.
  • Zrzeczenie się roszczeń. Najbardziej niebezpiecznym elementem każdej ugody jest klauzula, w której kredytobiorca oświadcza, że zrzeka się wszelkich obecnych i przyszłych roszczeń wynikających z umowy kredytowej. Podpisanie takiego dokumentu definitywnie zamyka drogę do sądu, nawet jeśli w przyszłości TSUE wyda jeszcze korzystniejsze wyroki dla konsumentów.
  • Asymetria korzyści. Podczas gdy w sądzie stawką jest odzyskanie 100% nienależnie pobranych środków plus odsetki za opóźnienie (ok. 11% w skali roku), ugody oferują zazwyczaj od 20% do 40% tej kwoty. Różnica ta trafia bezpośrednio do portfela banku jako oszczędność na przegranym procesie.

Banki wykorzystują również aspekt psychologiczny, mianowicie obietnicę szybkości. Proces sądowy trwa średnio od 2 do 4 lat, podczas gdy ugodę można podpisać w kilka tygodni. Dla wielu kredytobiorców zmęczonych wieloletnią spłatą jest to kusząca propozycja, jednak z ekonomicznego punktu widzenia jest to „najdroższy pośpiech w życiu”.

Zamiast systemowej ustawy, banki stworzyły własne, prywatne systemy „rozliczeń”, które mają na celu uratowanie ich bilansów kosztem konsumentów, którzy nie zdecydują się na walkę w sądzie. W tym kontekście ugody są de facto próbą stworzenia alternatywnej rzeczywistości prawnej, omijającej surowe wytyczne płynące z orzecznictwa TSUE.

Czy ustawa frankowa jest jeszcze potrzebna – podsumowanie

Decyzja o wstrzymaniu się z pozwem w oczekiwaniu na systemową ustawę frankową jest obecnie obarczona wysokim ryzykiem ekonomicznym i prawnym. Poniższe zestawienie podsumowuje, dlaczego indywidualna ścieżka sądowa pozostaje najbezpieczniejszym i najbardziej zyskownym wyborem dla kredytobiorcy:

  • Utrata korzyści z odsetek ustawowych. Każdy miesiąc zwłoki w złożeniu pozwu to realna strata finansowa. Przy obecnych stopach procentowych odsetki za opóźnienie (ok. 11% w skali roku) naliczane od wartości całego roszczenia stanowią potężną kwotę, której żadna ustawa ani ugoda nie zrekompensuje.
  • Ryzyko „zgniłego kompromisu”. Ewentualna ustawa, aby zostać przyjęta, musiałaby uwzględniać kondycję banków. Oznacza to, że oferowane w niej warunki niemal na pewno byłyby gorsze niż unieważnienie umowy uzyskiwane w sądzie w oparciu o surowe wytyczne TSUE.
  • Paraliż postępowań. Zapowiedź wejścia w życie ustawy mogłaby skłonić sądy do zawieszania trwających spraw na wiele miesięcy, a nawet lat, w oczekiwaniu na doprecyzowanie przepisów, co drastycznie wydłużyłoby drogę do wolności od długu.
  • Stabilność vs. polityka. Orzecznictwo TSUE jest stałe i niezależne od lokalnych cykli wyborczych. Ustawa natomiast może zostać zmieniona, zaskarżona do Trybunału Konstytucyjnego lub zablokowana przez lobby finansowe, co tworzy stan niepewności prawnej.
  • Brak prawa do zachowania korzyści. Podpisanie ugody lub skorzystanie z rozwiązania ustawowego zazwyczaj wiąże się z definitywnym zrzeczeniem się prawa do dalszych roszczeń, co uniemożliwia skorzystanie z ewentualnych jeszcze korzystniejszych rozstrzygnięć unijnych w przyszłości.

Strategia procesowa zamiast legislacyjnej nadziei

Nasza kancelaria od lat skutecznie reprezentuje kredytobiorców w sporach z bankami, przekuwając orzecznictwo TSUE w prawomocne unieważnienia umów.

Zapewniamy kompleksowe wsparcie – od bezpłatnej analizy dokumentów kredytowych, przez precyzyjne wyliczenie roszczeń, aż po uzyskanie wyroku i rozliczenie z bankiem. Nasz zespół przejmuje pełną komunikację z instytucją finansową, eliminując stres i zapewniając bezpieczeństwo na każdym etapie procesu. Dzięki wieloletniemu doświadczeniu i setkom wygranych spraw, budujemy strategie pozwalające na odzyskanie maksymalnych kwot wraz z należnymi odsetkami. Nie czekaj na niepewne rozwiązania systemowe, które mogą ograniczyć Twoje korzyści.

Kancelaria Prawna Mediator

Jesteś zainteresowany współpracą, skontaktuj się z nami!

Przeanalizujemy nieodpłatnie każdy zgłoszony przypadek i zaproponujemy optymalne rozwiązanie.