Kategorie bloga
Spory sądowe dotyczące kredytów indeksowanych i denominowanych do franka szwajcarskiego przestały być prawną niewiadomą. Ugruntowana linia orzecznicza Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) oraz uchwały polskiego Sądu Najwyższego stworzyły stabilny grunt do dochodzenia roszczeń przez konsumentów. Obecnie ciężar dowodu i ryzyko procesowe spoczywają głównie na bankach, które stosowały w swoich umowach niedozwolone klauzule przeliczeniowe. Mimo to, wielu kredytobiorców nadal reguluje zawyżone raty, nie korzystając z przysługujących im instrumentów prawnych.
W Kancelarii KW Mediator od lat prowadzimy sprawy przeciwko podmiotom sektora bankowego, skutecznie uwalniając klientów od niepotrzebnych zobowiązań. Nasze doświadczenie opiera się na setkach przeanalizowanych umów i zakończonych postępowań, co pozwala nam precyzyjnie identyfikować wadliwe zapisy i dobierać strategię procesową.
W tym artykule przedstawiamy prawa frankowicza w 2025 roku. Wyjaśniamy przy tym mechanizmy prawne prowadzące do unieważnienia umowy lub jej tzw. odfrankowienia.
Jaka jest aktualna linia orzecznicza sądów polskich i TSUE?
Jeszcze kilka lat temu orzecznictwo w sprawach frankowych było niejednolite, a sędziowie często szukali rozwiązań kompromisowych („odfrankowienie”). Rok 2023 i 2024 przyniosły jednak fundamentalną zmianę, którą śmiało można nazwać tryumfem konsumentów. Obecnie linia orzecznicza jest nie tylko ustabilizowana, ale też zdecydowanie prokonsumencka – statystyki pokazują, że ponad 97% spraw kończy się wygraną kredytobiorców.
Koniec „łatania” umów na siłę
Kluczowym stanowiskiem, jakie wypracował Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE), a za nim polski Sąd Najwyższy, jest zakaz „naprawiania” wadliwych umów przez sąd.
Jeśli umowa kredytowa zawiera klauzule niedozwolone (abuzywne) – a takimi są mechanizmy przeliczania kursu franka ustalane jednostronnie przez bank – to te zapisy muszą zostać z umowy usunięte. Sądy przestały zastępować nieuczciwy kurs bankowy średnim kursem NBP. W efekcie, po usunięciu mechanizmu indeksacji, umowa staje się niewykonalna i upada w całości. Prowadzi to do stwierdzenia jej nieważności.
Wyrok TSUE w sprawie C-520/21 – broń dla frankowiczów
Największą obawą kredytobiorców przez lata był tzw. „pozew o korzystanie z kapitału”. Banki straszyły, że nawet jeśli klient wygra sprawę o unieważnienie, to będzie musiał zapłacić bankowi gigantyczne wynagrodzenie za to, że przez lata dysponował pożyczonymi pieniędzmi.
Przełomowy wyrok TSUE (sprawa C-520/21) z czerwca 2023 roku uciął te spekulacje. Trybunał orzekł jasno: bankom nie należy się żadne dodatkowe wynagrodzenie ponad zwrot kapitału nominalnego. Instytucja, która stosowała nieuczciwe praktyki, nie może czerpać z tego tytułu zysków. To orzeczenie odebrało bankom ostatni straszak, sprawiając, że ryzyko finansowe po stronie klienta spadło praktycznie do zera.
Polskie sądy przyspieszają
Zmiana widoczna jest także w tempie procedowania. Sądy powszechne, wyposażone w jasne wytyczne z Luksemburga, coraz rzadziej dopuszczają dowody z opinii biegłych (które przedłużały procesy o miesiące) czy przesłuchania świadków bankowych, którzy nie mieli bezpośredniego kontaktu z klientem. Sędziowie wychodzą z założenia, że ocena abuzywności umowy jest kwestią prawną, a nie ekonomiczną, co znacząco skraca drogę do wyroku.
W skrócie – aktualna linia orzecznicza sprowadza się do zasady: jeśli bank stworzył nieuczciwą umowę, musi ponieść tego pełne konsekwencje, a konsument ma prawo do „darmowego kredytu”, zwracając jedynie czystą kwotę kapitału, którą otrzymał na start.
Klauzule abuzywne (niedozwolone) to fundament w sporze z bankiem
Wielu kredytobiorców błędnie zakłada, że podstawą do pozwania banku jest drastyczny wzrost kursu franka szwajcarskiego. To mit. Z punktu widzenia prawa, wzrost raty jest jedynie skutkiem, a nie przyczyną wadliwości umowy. Prawdziwym „grzechem pierworodnym” kredytów frankowych są zawarte w nich klauzule abuzywne (niedozwolone postanowienia umowne), zdefiniowane w art. 385¹ Kodeksu cywilnego.
Warto przeczytać: case study naszej kancelarii: jak w procesie sądowym o kredyt frankowy w GetinBank została unieważniona umowa.
To właśnie wykazanie obecności tych zapisów jest fundamentem każdego pozwu. Jeśli sąd uzna klauzule za abuzywne, traktuje się je tak, jakby nigdy nie zostały w umowie zapisane (są bezskuteczne od samego początku), co zazwyczaj prowadzi do upadku całego kontraktu.
Na czym polega niedozwolone postanowienie umowne w kredytach CHF?
Istota problemu sprowadza się do nieograniczonej dowolności banku w kształtowaniu zobowiązania klienta. W typowych umowach frankowych (zarówno indeksowanych, jak i denominowanych) banki zastrzegły sobie prawo do jednostronnego ustalania kursu waluty, po którym przeliczany był kredyt.
Mechanizm ten działał na szkodę konsumenta dwutorowo:
- Przy wypłacie kredytu. Bank przeliczał kwotę w złotówkach na franki według swojego kursu kupna (niższego), co sztucznie zawyżało saldo zadłużenia we frankach.
- Przy spłacie rat. Bank przeliczał ratę z franków na złotówki według swojego kursu sprzedaży (wyższego).
Różnica między tymi kursami, czyli tzw. spread walutowy, stanowiła dodatkowy, ukryty zarobek banku, o którym klient często nie miał pojęcia w momencie podpisywania umowy. Co kluczowe, w umowach brakowało precyzyjnych zasad, w jaki sposób bank ustala te kursy w swojej Tabeli Kursowej. W praktyce oznaczało to, że wysokość długu zależała od swobodnej decyzji zarządu banku, a nie od obiektywnych wskaźników rynkowych.
Przykłady niedozwolonych zapisów
Choć każdy bank stosował nieco inne wzorce umowne, sens abuzywnych klauzul pozostawał ten sam. Najczęściej brzmią one podobnie do poniższych przykładów:
- „Raty kredytu podlegają spłacie w złotych po uprzednim ich przeliczeniu wg kursu sprzedaży CHF z tabeli kursowej Banku… obowiązującej w dniu spłaty.”
- „Kredyt jest indeksowany do CHF. W dniu wypłaty saldo jest wyrażane w walucie do której indeksowany jest Kredyt według kursu kupna waluty z Tabeli Kursów Walut Obcych…”
Tego typu zapisy naruszają równowagę stron kontraktu i rażąco godzą w interesy konsumenta. Odbierają one kredytobiorcy możliwość przewidzenia kosztów kredytu i uzależniają go od arbitralnych decyzji silniejszej strony umowy.
W postępowaniu sądowym rola Kancelarii polega na precyzyjnym „wypunktowaniu” tych zapisów i wykazaniu – w oparciu o Rejestr Klauzul Niedozwolonych UOKiK oraz orzecznictwo TSUE – że mechanizm przeliczeniowy w Państwa umowie jest wadliwy, a przez to niewiążący prawnie.
Unieważnienie umowy a odfrankowienie
Wchodząc na drogę sądową, kredytobiorca spotyka się z dwoma pojęciami określającymi możliwe rozstrzygnięcie sporu. Choć teoretycznie oba rozwiązania są możliwe, obecna praktyka orzecznicza zdecydowanie faworyzuje jedno z nich.
Na czym polega odfrankowienie kredytu?
To rozwiązanie „pośrednie”, polegające na utrzymaniu umowy w mocy, ale z usunięciem z niej mechanizmu powiązania z kursem waluty obcej. Kredyt staje się kredytem złotowym (PLN), jednak jego oprocentowanie pozostaje oparte na stawce właściwej dla franka (LIBOR/SARON), powiększonej o marżę banku. Dla kredytobiorcy odfrankowienie oznacza niższe raty i zwrot nadpłat, przy zachowaniu kredytu. Obecnie jednak sądy rzadko orzekają w ten sposób, uznając, że usunięcie ryzyka walutowego zmienia naturę umowy tak dalece, że nie może ona dalej obowiązywać.
Stwierdzenie nieważności umowy – obecny standard
To rozwiązanie dominujące, zapadające w ponad 97% wyroków. Sąd uznaje, że po wyeliminowaniu wadliwych klauzul przeliczeniowych, umowa jest zbyt wadliwa („dziurawa”), by mogła być dalej wykonywana, dlatego upada w całości ze skutkiem wstecznym (ex tunc). W efekcie umowę traktuje się tak, jakby nigdy nie została zawarta. Strony muszą zwrócić sobie to, co wzajemnie świadczyły – bank oddaje wszystkie wpłacone raty i opłaty, a klient zwraca jedynie kwotę nominalną otrzymanego kapitału. W praktyce oznacza to dla frankowicza darmowy kredyt, bez odsetek i kosztów manipulacyjnych.
Jak wygląda rozliczenie z bankiem po wygranej? – Teoria dwóch kondykcji
Po prawomocnym unieważnieniu umowy, sądy stosują obecnie – zgodnie z uchwałą Sądu Najwyższego (III CZP 11/20) – tzw. teorię dwóch kondykcji. Zastąpiła ona stosowaną dawniej teorię salda.
Mechanizm ten zakłada, że roszczenia obu stron są od siebie niezależne:
- Bank musi zwrócić Tobie sumę wszystkich wpłaconych środków (raty kapitałowo-odsetkowe, prowizje, ubezpieczenia, opłaty manipulacyjne) z ostatnich 10 lat.
- Ty musisz zwrócić Bankowi jedynie kwotę nominalną kredytu, którą otrzymałeś w dniu wypłaty (bez odsetek i marży).
W praktyce rozliczenie to finalizuje się najczęściej poprzez oświadczenie o potrąceniu. Strony „zerują” wzajemne długi do wysokości kwoty niższej. Jeśli przez lata spłaty wpłaciłeś do banku więcej, niż wynosiła kwota pożyczonego kapitału (co jest standardem w starych kredytach), bank po prostu przelewa Ci nadwyżkę, a hipoteka zostaje wykreślona.
Prawo do ustawowych odsetek za opóźnienie – „drugie dno” wygranej
Wielu Frankowiczów, kalkulując opłacalność pozwu, skupia się wyłącznie na anulowaniu salda kredytu i zwrocie nadpłaconych rat. Tymczasem w cieniu głównego roszczenia kryje się potężny instrument finansowy, który potrafi powiększyć ostateczną wygraną o kilkadziesiąt, a nawet kilkaset tysięcy złotych. Mowa o ustawowych odsetkach za opóźnienie.
W 2025 roku, przy obecnym poziomie stóp procentowych, jest to element gry procesowej, którego nie wolno lekceważyć.
Mechanizm naliczania – licznik bije na niekorzyść banku
Zgodnie z art. 481 Kodeksu cywilnego, wierzycielowi (w tym przypadku Tobie) należą się odsetki za czas opóźnienia, chociażby nie poniósł żadnej szkody. W praktyce oznacza to, że bank musi zapłacić karę za każdy dzień zwłoki w oddaniu Twoich pieniędzy.
Najważniejsze fakty:
- Wysoka stawka. Odsetki ustawowe za opóźnienie są znacznie wyższe niż oprocentowanie lokat. W ostatnich latach oscylują one w granicach 11,25% w skali roku.
- Moment startu (Dies a quo). Licznik odsetkowy włącza się zazwyczaj po upływie terminu wskazanego w przedsądowym wezwaniu do zapłaty (reklamacji) lub od momentu doręczenia bankowi odpisu pozwu.
- Czas trwania. Odsetki naliczane są przez cały czas trwania procesu, aż do dnia faktycznej zapłaty przez bank.
Biorąc pod uwagę, że procesy frankowe w obu instancjach trwają średnio od 2 do 4 lat, skumulowana kwota odsetek staje się pokaźnym majątkiem.
Koniec z „trikiem” na zarzut zatrzymania
Do niedawna banki miały skuteczną metodę na „zerowanie” tych odsetek. Pełnomocnicy banków masowo zgłaszali w sądach tzw. zarzut zatrzymania. Argumentowali, że bank nie musi oddawać pieniędzy konsumentowi, dopóki ten nie zaofiaruje zwrotu kapitału kredytu. Wiele sądów przychylało się do tej interpretacji, „ucinając” odsetki za czas trwania procesu.
Rok 2023 i 2024 przyniósł w tej kwestii rewolucję (m.in. wyrok TSUE w sprawie C-28/22). Trybunał i Sąd Najwyższy uznały, że bank nie może czerpać korzyści ze stosowania zarzutu zatrzymania w sprawach konsumenckich, jeśli prowadziłoby to do pozbawienia konsumenta należnych odsetek.
Co to oznacza dla Ciebie? Sądy przestały akceptować tę taktykę obronną banków. Obecnie orzecznictwo stoi na stanowisku, że odsetki należą się kredytobiorcy za pełny okres trwania sporu, niezależnie od podnoszonych przez bank zarzutów formalnych.
Przykład – ile realnie można zyskać dzięki prawu do ustawowych odsetek za opóźnienie?
Aby zobrazować skalę korzyści, posłużmy się przykładem:
- Wartość przedmiotu sporu (suma roszczeń do banku): 200 000 zł.
- Czas trwania procesu: 3 lata.
- Stawka odsetek: 11,25%.
W uproszczeniu, za każdy rok procesu bank jest winien dodatkowe ~22 500 zł. Po trzech latach sama kwota odsetek może wynieść ponad 67 000 zł.
Są to „wolne środki”, które otrzymujesz dodatkowo, obok zwrotu wszystkich wpłaconych rat. Często zdarza się, że kwota uzyskanych odsetek w całości pokrywa koszty prowadzenia sprawy przez Kancelarię, a nawet generuje nadwyżkę. Dlatego tak ważne jest, aby wezwanie do zapłaty zostało sformułowane precyzyjnie już na samym początku współpracy z prawnikiem – to ono uruchamia ten finansowy licznik.
Zabezpieczenie roszczenia – czy można legalnie przestać płacić raty w trakcie procesu?
Złożenie pozwu przeciwko bankowi nie zwalnia automatycznie z obowiązku regulowania rat. Istnieje jednak w pełni legalny sposób na wstrzymanie płatności jeszcze przed wydaniem wyroku – jest to tzw. wniosek o zabezpieczenie roszczenia.
Jeśli sąd przychyli się do takiego wniosku, zawiesza obowiązek spłaty rat kapitałowo-odsetkowych na czas trwania procesu. Oznacza to natychmiastową ulgę dla domowego budżetu, bez ryzyka, że bank wypowie umowę lub wpisze Cię do rejestru dłużników (BIK).
Po prokonsumenckim wyroku TSUE (C-287/22) polskie sądy coraz chętniej udzielają takich zgód, zwłaszcza w sytuacjach, gdy kredytobiorca spłacił już nominalną kwotę pożyczonego kapitału. Należy jednak pamiętać, że sądowe „wakacje kredytowe” nie są przyznawane z automatu. Wymagają one złożenia profesjonalnie uzasadnionego wniosku, w którym należy uprawdopodobnić nieważność umowy oraz wykazać interes prawny. To jeden z pierwszych kroków, o który dbamy, przystępując do obsługi sprawy.
Pozew banku o waloryzację kapitału – czy frankowicze mają się czego obawiać?
Po sromotnej porażce w kwestii tzw. „wynagrodzenia za korzystanie z kapitału” (wyrok TSUE C-520/21), banki nie złożyły broni. Zmieniły jedynie narrację. Obecnie, pozywając klientów lub wysyłając im wezwania do zapłaty, sektor bankowy domaga się sądowej waloryzacji kapitału.
Argumentacja banków jest prosta: skoro wypłaciliśmy kredyt np. w 2008 roku, a pieniądz stracił od tego czasu na wartości przez inflację, to zwrot kwoty nominalnej jest dla banku stratą. Żądają więc, aby sąd zwaloryzował zwracany kapitał o wskaźnik inflacji (CPI).
Czy banki mają rację? Stanowisko TSUE
Z punktu widzenia ekonomii argument ten może wydawać się logiczny, ale z punktu widzenia prawa konsumenckiego jest całkowicie bezzasadny.
Trybunał Sprawiedliwości UE w orzeczeniu z stycznia 2024 roku (sprawa C-488/23) ostatecznie rozwiał te wątpliwości. Trybunał stwierdził wprost: instytucja finansowa, która stosowała nieuczciwe warunki w umowie, nie może żądać od konsumenta żadnej rekompensaty wykraczającej poza zwrot kapitału nominalnego.
Uzasadnienie jest miażdżące dla banków:
- Cel odstraszający. Dyrektywa 93/13 ma zniechęcać przedsiębiorców do stosowania nieuczciwych praktyk. Gdyby bank mógł otrzymać zwaloryzowany kapitał (czyli realnie utrzymać siłę nabywczą pieniądza), nie poniósłby żadnej „kary” za swoje działania. Nie miałby więc motywacji do przestrzegania prawa w przyszłości.
- Brak podstaw prawnych. Przedsiębiorca nie może czerpać korzyści z własnego bezprawia. To bank przygotował wadliwą umowę, więc to bank musi ponieść ekonomiczne ryzyko jej unieważnienia.
Strategia „na zmęczenie”
Dlaczego więc banki nadal wysyłają wezwania do zapłaty i składają pozwy o waloryzację (tzw. kontrpozwy)? Jest to element gry psychologicznej. Banki liczą na to, że widmo kolejnego procesu przestraszy kredytobiorcę i skłoni go do podpisania niekorzystnej ugody.
Zanim jednak ulegniesz tej presji, przeczytaj nasz osobny artykuł, co proponuje bank w ugodzie w procesie frankowym.
W praktyce sądowej kontrpozwy banków o waloryzację są obecnie masowo oddalane. Dla klienta reprezentowanego przez profesjonalną kancelarię są one jedynie formalnością, a nie realnym zagrożeniem finansowym. Należy traktować je jako ostatni, desperacki akt obrony sektora bankowego, a nie powód do niepokoju.
Przedawnienie roszczeń w sprawach frankowych – czy nie jest za późno?
Jednym z najczęstszych i najbardziej szkodliwych mitów jest przekonanie, że skoro kredyt został zaciągnięty w 2008 roku, a standardowy termin przedawnienia wynosi 10 (lub obecnie 6) lat, to sprawa jest już przegrana. Nic bardziej mylnego.
W sprawach frankowych mechanizm liczenia terminów przedawnienia działa w sposób specyficzny, ukształtowany przez prokonsumenckie orzecznictwo TSUE.
Kiedy licznik zaczyna bić dla Frankowicza?
Kluczowa jest nie data podpisania umowy, ani data wpłaty konkretnej raty. Zgodnie z wyrokami Trybunału Sprawiedliwości UE (m.in. w sprawach C-698/18 oraz C-776/19), termin przedawnienia roszczeń konsumenta o zwrot nienależnych świadczeń nie może rozpocząć biegu, dopóki konsument nie poweźmie wiedzy o wadliwości swojej umowy.
W praktyce oznacza to, że:
- Dla większości kredytobiorców termin przedawnienia (wynoszący 6 lat, a dla roszczeń powstałych przed 2018 r. – 10 lat) zaczyna biec dopiero od momentu, w którym dowiedzieli się o abuzywności klauzul, np. po konsultacji z prawnikiem, złożeniu reklamacji w banku lub wystosowaniu wezwania do zapłaty.
- Nawet raty wpłacone 15 lat temu są w pełni wymagalne i podlegają zwrotowi, jeśli sąd unieważni umowę.
Kredyty całkowicie spłacone
Wielu „byłych” Frankowiczów nie zdaje sobie sprawy, że oni również mają prawo do pozwu. Fakt całkowitej spłaty kredytu i wykreślenia hipoteki nie zamyka drogi sądowej. Jeśli kredyt został zamknięty w ciągu ostatnich kilku lat, a kredytobiorca dopiero teraz dowiedział się o swoich prawach, może skutecznie domagać się zwrotu nadpłaconych pieniędzy.
Krótszy termin dla banku
Warto pamiętać o asymetrii prawnej. Podczas gdy konsument jest chroniony długim terminem liczonym od momentu „uświadomienia sobie wady”, bank jako przedsiębiorca ma tylko 3 lata na dochodzenie swoich roszczeń (np. o zwrot kapitału). Termin ten liczony jest zazwyczaj od momentu, w którym konsument trwale zakwestionował umowę. To stawia kredytobiorcę w uprzywilejowanej pozycji taktycznej.
Jak bezpiecznie pozwać bank – analiza umowy i kalkulacja roszczeń
Decyzja o wejściu na drogę sądową powinna być poparta chłodną kalkulacją, a nie emocjami. W internecie krąży wiele darmowych wzorów pism, jednak korzystanie z nich to stąpanie po cienkim lodzie. Każdy bank (a nawet ten sam bank w różnych latach) stosował inne wzorce umowne, które wymagają indywidualnej argumentacji prawnej. To, co zadziałało w procesie przeciwko mBankowi, może okazać się nieskuteczne w starciu z PKO BP czy Deutsche Bankiem.
Kluczem do bezpieczeństwa jest profesjonalny audyt prawno-finansowy. Przed złożeniem pozwu konieczne jest precyzyjne wyliczenie Wartości Przedmiotu Sporu (WPS). Błąd na tym etapie może skutkować zwrotem pozwu, koniecznością dopłaty opłat sądowych lub – w najgorszym scenariuszu – oddaleniem powództwa w części źle oszacowanej.
W Kancelarii KW Mediator nie zgadujemy. Nasz zespół analityczny weryfikuje Twoją umowę pod kątem występowania konkretnych klauzul abuzywnych i przygotowuje symulację korzyści finansowych jeszcze przed podpisaniem umowy o współpracę. Dzięki temu wiesz, o jaką stawkę toczy się gra i masz pewność, że roszczenie jest sformułowane bezbłędnie.
Prawa frankowicza – najczęściej zadawane pytania
Czy warto podpisać ugodę z bankiem zamiast iść do sądu?
W zdecydowanej większości przypadków – nie. Propozycje ugodowe banków (np. przewalutowanie na złotówki ze stałym oprocentowaniem lub umorzenie części salda) oferują zazwyczaj jedynie 20–30% korzyści, które można uzyskać na drodze sądowej. Ugoda to tak naprawdę kupienie „świętego spokoju” za cenę rezygnacji z kilkudziesięciu, a czasem kilkuset tysięcy złotych należnych nadpłat. Zanim podpiszesz jakikolwiek aneks, poproś prawnika o porównanie oferty banku z potencjalnym zyskiem z wyroku.
Ile trwa sprawa frankowa w 2025 roku?
Czas trwania procesu zależy od obłożenia konkretnego sądu oraz stopnia skomplikowania sprawy. Obecnie średni czas oczekiwania na prawomocny wyrok (obejmujący I i II instancję) wynosi od 2 do 4 lat. Warto jednak pamiętać, że po uzyskaniu zabezpieczenia roszczenia (zawieszenia płatności rat), czas ten przestaje być dla kredytobiorcy uciążliwy finansowo.
Czy muszę osobiście stawiać się w sądzie?
Rola kredytobiorcy w procesie jest ograniczona do minimum. Całą ciężką pracę prawniczą, pisanie pism i wymianę argumentów bierze na siebie Kancelaria. Twoja obecność jest zazwyczaj wymagana tylko raz – podczas przesłuchania w charakterze strony. Sąd chce jedynie potwierdzić okoliczności zawarcia umowy (np. czy zostałeś poinformowany o ryzyku). Co więcej, w wielu sądach przesłuchania te odbywają się w trybie zdalnym (online), bez konieczności wychodzenia z domu.
Czy mogę pozwać bank, jeśli już spłaciłem kredyt?
Tak. Fakt całkowitej spłaty kredytu i wykreślenia hipoteki nie zamyka drogi do odzyskania pieniędzy. Jeśli umowa była wadliwa, to wszystkie wpłacone przez lata środki były świadczeniem nienależnym. Możesz domagać się zwrotu nadpłaty (różnicy między tym, co wpłaciłeś, a kwotą pożyczonego kapitału).
Co się dzieje z kredytem po rozwodzie lub sprzedaży nieruchomości?
To częste komplikacje życiowe, które jednak nie zamykają drogi do unieważnienia umowy. Wymagają one jedynie przyjęcia odpowiedniej strategii procesowej.
- Rozwód a kredyt. Należy pamiętać, że sąd rozwiązując małżeństwo, nie dzieli automatycznie długów. Nawet planując rozwód krok po kroku, trzeba mieć świadomość, że dla banku oboje małżonkowie nadal pozostają dłużnikami solidarnymi (odpowiedzialnymi za całość długu). Co więcej, umowny lub sądowy podział majątku po rozwodzie, w którym np. mieszkanie i kredyt przejmuje żona, nie jest wiążący dla banku bez jego wyraźnej zgody (o którą w sprawach frankowych jest bardzo trudno). W praktyce sądowej byli małżonkowie najczęściej muszą pozwać bank wspólnie, a kwestia podziału odzyskanych pieniędzy pozostaje ich wewnętrznym rozliczeniem.
- Sprzedaż nieruchomości. Zbycie mieszkania obciążonego hipoteką również nie pozbawia prawa do pozwu. Roszczenie frankowe dotyczy bowiem wadliwej umowy (pieniędzy), a nie samej nieruchomości. Nawet jeśli nie jesteś już właścicielem lokalu, nadal masz prawo żądać zwrotu nadpłat, które uiszczałeś przez lata posiadania kredytu. Taka sprawa toczy się o zapłatę konkretnej kwoty (tzw. powództwo o zapłatę).
Czy frankowicze mogą przestać spłacać raty po złożeniu pozwu?
Samo złożenie pozwu do sądu nie zwalnia automatycznie z obowiązku regulowania miesięcznych rat. Aby legalnie wstrzymać płatności w toku procesu, konieczne jest uzyskanie sądowego postanowienia o zabezpieczeniu roszczenia. Choć obecnie sądy – powołując się na orzecznictwo TSUE – udzielają takich zgód w większości spraw (zwłaszcza gdy spłacono już nominał kredytu), to samowolne zaprzestanie spłaty przed wydaniem decyzji przez sąd wiąże się z ryzykiem windykacji i wpisu do BIK.
Kancelaria Prawna Mediator
Jesteś zainteresowany współpracą, skontaktuj się z nami!
Zadzwoń: +48 76 723 77 25
lub napisz: sekretariat@kwmediator.pl
Przeanalizujemy nieodpłatnie każdy zgłoszony przypadek i zaproponujemy optymalne rozwiązanie.

